W Małopolsce stłumiono największy od lat strajk chłopski. W miastach swoje niezadowolenie manifestują inne grupy społeczne. Jest rok 1937. Zbuntowana Orkiestra Podwórkowa Hańba wydała drugą płytę.

„Co mam robić, dokąd iść? Chyba z głodu kamień gryźć. Takie moje przeznaczenie: bezrobocie, głód, więzienie. Bracie, dokąd iść?” – pyta krakowski zespół Hańba na swojej drugiej długogrającej płycie „Będą bić!”. Pyta słowami piosenki więziennej „Bezrobotny”, napisanej przez Władysława Broniewskiego. Tu, podobnie jak w poprzednich wydawnictwach, Andrzej, Wiesław, Ignacy i Adam (lub Andrzej, Michał, Jakub i Mateusz) sięgnęli po twórczość międzywojennych poetów.

W kalendarzu zespołu jest rok 1937. Przez Polskę przetoczyła się fala strajków i demonstracji, a najpoważniejsze rozruchy tłumiły znaczne oddziały policji. Od roku premierem jest gen. Felicjan Sławoj Składkowski, a jego rząd, który przetrwał do wybuchu wojny w 1939 roku miał stać się najdłużej sprawującym władzę w II Rzeczypospolitej. Widmo konfrontacji zbrojnej powoli nabiera realnych kształtów.

Atmosferę chaosu i zagrożenia oddaje płyta „Będą bić!”. I to nie tylko w warstwie tekstowej, bezpośrednio opisującej ówczesną rzeczywistość (tworzonej również przez członków zespołu, a w jednym przypadku, w wyniku zabawnej pomyłki, przez współczesnego pisarza, Ziemowita Szczerka). Ostrzejsza staje się również muzyka. Orkiestra gra szybciej, mocniej i brudniej, a jej charakter oddaje sprzęt użyty do nagrania płyty, między innymi stare radzieckie mikrofony. Nowej Hańbie jeszcze bliżej jest do punka.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z członkami zespołu.

W materiale wykorzystano fragmenty utworów „Za nic”, „Racyje” oraz „Hoży i świeży” zespołu Hańba.

RSS